Euphoria

środa, 7 sierpnia 2019



I mean, like is one of us gonna get hurt?
Yeah, probably.
But I'll do my best to make sure that it's me.

Mój pierwszy wakacyjny miesiąc zleciał głównie na czytaniu książek i oglądaniu seriali. Niestety, skończyłam całych Przyjaciół i nie miałam dalszych pomysłów za co mogę się zabrać. Mimo, że moja lista na Netflixie jest pełna, nie miałam ochoty kompletnie na nic. Przypomniałam sobie, że mam również HBO GO, z którego nigdy nie korzystałam. Tak więc zalogowałam się i zaczęłam przeglądać ową platformę. Ku mojemu zaskoczeniu, odnalazłam kilka ciekawych pozycji dla siebie. Moją uwagę przykuł głównie serial Euphoria. Wcześniej na YouTubie widziałam jego zwiastun, ale nie spodobał mi się na tyle, żebym od razu szukała owej produkcji. Dopiero gdy przeczytałam opis na stronie, zdecydowałam, że dam mu szansę. Ani trochę nie żałuję.

Euphoria to historia o nastolatkach. Brzmi znajomo? Na pewno. Większość tego, co ostatnio dostajemy to opowieści o grupie młodych ludzi, którzy mierzą się z różnymi problemami. Na tym samym polega fabuła tej produkcji. Narkotyki, pierwsze miłości, seks, przyjaźnie. Jednak uważam, że z tych wszystkich młodzieżowych seriali Euphoria jest tym najprawdziwszym. Ci licealiści starają się odnaleźć swoją właściwą tożsamość i drogę życiową, a ogromną rolę odgrywają w tym media społecznościowe i rówieśnicy, którymi się na co dzień otaczają.

Oczywiście, muszę przyznać, że to dość kontrowersyjna produkcja, na pewno nie dla każdego. Mowa tu o młodszych osobach oraz wrażliwych na niektóre tematy. Na początku każdego epizodu dostajemy wiadomość, że oglądany przez nas program jest przeznaczony dla dorosłych, z czym się zgadzam. Nie jest to serial, do którego powinniśmy przysiąść z rodziną. Mimo to, uważam, że jest ważny. Dla starszej młodzieży (uznajmy, że wkraczającej do liceum), która na podstawie przeżyć bohaterów, może ujrzeć skutki danego działania oraz dla rodziców. Euphoria jest opowieścią o tym, co tak naprawdę może przydarzyć się każdemu z nas. Bywa podkoloryzowana i brutalna, ale niestety, tak czasem jest. Pełno w niej nagości, przekleństw i przemocy. Plusem jednak jest to, że możemy utożsamiać się z bohaterami. Mają oni prawdziwe problemy, nie takie jak na przykład postacie z Riverdale.

Co mnie najbardziej zachwyciło? Kinematografia, gra światłem, ujęcia, wygląd całego serialu. Zdecydowanie to robiło największy klimat. Można powiedzieć, że Euphoria to po prostu sztuka. Efekty specjalne, które towarzyszyły nam przez te osiem odcinków (najbardziej zapadł mi w pamięć moment, gdy Kat pisała fanfiction o One Direction) zachęcały do dalszego oglądania i wpuszczały nas w życie bohaterów, tak, jakbyśmy również tam byli i przeżywali ich historię. Do tego ten soundtrack. Od razu znalazłam go na Spotify i na pewno długo będę go słuchała. Szczególnie piosenkę z ostatniego odcinka, przy której miałam łzy w oczach. A Song for You śpiewana przez Donny'ego Hathaway'a przy wspomnieniach Rue. Cudowna. Z całego serca mogę polecić playlistę z piosenkami z serialu, zaufajcie, nie pożałujecie.

Co do postaci, to chyba najważniejsze. W końcu to one tworzą historię i opowiadają nam o swojej przeszłości i teraźniejszości. Uwielbiam postacie Lexi, Rue i Fezco. Na pewno były najbliższe mojemu sercu, które bolało, gdy spotykało ich coś złego. Ogólnie wszystkie postacie były barwne i z charakterem. Mimo, że ze wszystkich sił nienawidziłam Nate'a, w ostatnim odcinku było mi szkoda (tylko w jednej scenie, ale było!). Chciałabym głównie skupić się na postaci Rue. Nie spodziewałam się, że Zendaya jest tak dobrą aktorką. Wcześniej kojarzyłam ją z seriali Disneya. Tutaj mnie pozytywnie zaskoczyła, także brawo. Mogłabym opowiadać o każdym bohaterze, jego historii i aktorze, który się w niego wcielił, ale zajęłoby mi to trochę, a nie chcę, żeby recenzja była jednak aż tak długa. Powiem w skrócie, ogromny szacunek za grę aktorską dla całej obsady, bez wyjątku.

W końcu dostaliśmy coś więcej niż piękne dziewczyny i przystojni sportowcy, których problemy są oderwane od rzeczywistości. Pokazano nam to w dość brutalny sposób, ale nie wyobrażam sobie, że mogłoby to być zrobione inaczej. Po raz drugi jednak zaznaczam, że nie polecam tego osobom młodszym i czulszym na sprawy seksu, przemocy i narkotyków. Nie jest to codzienność wszystkich, dlatego nie należy patrzeć na nastolatków przez pryzmat tego serialu, ale miejmy świadomość, że to jednak się pojawia. Mogę polecić ten serial, na pewno nie jest od stratą czasu. Chociażby ze względu na fabułę, sztukę operatorską i aktorską.
0

Peternelle van Arsdale — Bestia

niedziela, 4 sierpnia 2019


Bestia straszliwa jest 
Spiczasty ma podbródek 
Pożera nocą gdy śpisz 
Zostawia tylko skórę.

Bestia to książka, która, jak większość dzieł, trafiła do mnie przypadkiem, kiedy przeglądałam regały w empiku, z nadzieją na znalezienie czegoś ciekawego. W zasadzie szukałam wtedy innej powieści, lecz wyleciała mi z głowy, gdy ujrzałam okładkę Bestii. Mroczny klimat ciągnął mnie do niej od początku.
Mroczna, oniryczna baśń. Książka zmrozi krew w żyłach nawet czytelników o mocnych nerwach.

Pewnego razu, w pewnej wiosce na świat przychodzą bliźniaczki. W tym samym roku rozpoczyna się okres głodowej suszy. Mieszkańcy obwiniają za klęskę nieurodzaju nowo narodzone dzieci i wypędzają je wraz z matką do lasu. Lata później odczłowieczone bliźniaczki – pożeraczki dusz – powracają. Dręczone głodem uśmiercają niemal całe Gwenith, oszczędzając jedynie Alys i pozostałe dzieci. Pięćdziesięcioro ocalałych biorą pod swoją opiekę mieszkańcy sąsiedniej osady. Alys – dziewczyna o tajemniczym darze, którego nie może ujawnić, bo zostałaby nazwana czarownicą, jako jedyna nie obawia się pożeraczek dusz. Ciemny las ją wzywa. Tymczasem Starsi nakazują budowę drewnianego ogrodzenia, które ma ochronić Defaid przed potworami Bestii… Kiedy uderza katastrofa, Alys wyrusza w mroczną podróż, w której musi uratować swój świat. Podroż w najciemniejsze zakamarki lasu – i własnej duszy.


[Opis wydawnictwa]

Pożeraczki dusz zachęciły mnie wystarczająco, bym bez zastanowienia kupiła tę pozycję. Miałam nadzieję, że cała fabuła będzie się opierać o nie i poznamy świat z ich perspektywy, (a przez ekscytację na tę myśl, doświadczyłam lekkiego przypału przy kasie), lecz moje modlitwy nie zostały niestety wysłuchane. 


Mroczny klimat i dawne czasy zostały idealnie odwzorowane w książce. Słownictwo przenosi czytelnika w przeszłość, lecz nie jest to aż tak wyeksponowane, jakby czytało się Chłopów czy inną tego typu literaturę, co jest ogromnym plusem dla autorki, bo w zasadzie rzadko trafiałam na coś takiego. Zwykle trzeba było się namęczyć nad przeczytaniem powieści z innego okresu.

Postać, która mi się najbardziej podobała? Były takie dwie i zdecydowanie nie pałałam sympatią do naszej głównej bohaterki, Alys, choć nic do niej tak naprawdę nie miałam. Wydawała mi się po prostu... Mało ciekawa. Benedicta, jedna z pożeraczek wkradła się w grono moich ulubieńców, swoim postępowaniem na końcu książki i wieczną miłością do siostry. Jednak nie mogę nic o niej więcej powiedzieć, gdyż nie chcę streszczać całej fabuły (i do tego spojlerować!). Kolejną postacią jest druga Matka Alys, Heledd. Jej nieszczęście dawało jej odwagę, by naginać zakazy Defaid, oraz leczyć ludzi, choć mało brakowało, a ktoś mógłby ją posądzić o czary.

W zasadzie, to żadna postać nie podpadła mi jakoś strasznie mocno, by jej nienawidzić. Mogłabym podpiąć pod ten punkt całą radę starszych z Defaid, bo myśleli tylko o sobie, tak samo, jak ich rodziny. Do tej pory skręca mnie, gdy przypomnę sobie zachowanie Cerys i Rhys, nie wiem, jak można być tak strachliwym, by w ten sposób chronić swoją skórę...

 Minusem, jaki muszę wytknąć tej książce, jest szybkie zakończenie, które zajęło około trzydziestu stron. Nie umiem tego pojąć. Problem całej książki został rozwiązany w trzydzieści stron. Nic mnie tak w niej nie zaskoczyło jak to.

 Zbierając wszystkie głosy na tak i nie, sądzę, że Bestię warto przeczytać, gdy nie posiada się ciekawszych książek na liście, lub nie ma się żadnej bardziej interesującej pod ręką. Nie twierdzę, że jest to koszmar fantastyki, lecz na pewno nie zaliczyłabym tego niestety do najwyższej półki. I jestem niemal przekonana, że szybko, jeśli w ogóle, do niej nie wrócę.
3

Maria Zdybska — Wyspa Mgieł

środa, 31 lipca 2019


Autor: Maria Zdybska
Cykl: Krucze serce (tom 1)
Wydawnictwo: Genius Creations 
Data wydania: 15 maja 2017
Kategoria: fantastyka
Liczba stron: 480






- Piracki honor? - zadrwił, unosząc wysoko brwi.

- Piracka duma - poprawiła go lodowatym tonem. - Honor jest dla naiwnych rycerzyków w lśniącej zbroi - prychnęła.


Skoro już zabrałam się za książki polskich autorów, czas najwyższy na Wyspę Mgieł Marii Zdybskiej. Tę powieść, podobnie jak Mrok, poleciła mi Ola z Demonicznych Książek. Zdecydowałam się na nią ze względu na to, że jest to fantastyka - mój ulubiony gatunek. Wcześniej twórczość Marii nie była mi znana, jednak tak jak w przypadku dwóch poprzednich polskich autorek cieszę się, że miałam okazję ją poznać. 

 Czasami dwie dusze łączy więź silniejsza niż śmierć.
Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę.
On – potężny mag, wyrzutek, arogant i sybaryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego.
Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nieumarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł.

[opis wydawnictwa] 


Pomysł na fabułę jest po prostu świetny, idealnie wpasował się w moje upodobania. Piraci, magia, tajemnice...Uwielbiam takie klimaty! Autorka stworzyła intrygujący świat, w którym młoda Lirr próbuje się odnaleźć, będąc pod "opieką" znienawidzonej przez nią księżnej Maeve. Dziewczyna prowadzi zwyczajne życie, aż do momentu pojawienia się pewnego tajemniczego medyka, który ma pomóc księżnej. W tym celu wysyła dziewczynę na Wyspę Mgieł. 
Zakochana po uszy w synu Maeve, księciu Caelu postanawia wyruszyć dla niego w nieznane, aby uratować życie kobiety. Podczas jej podróży mamy okazję spotkać wiele ciekawych istot od rusałek po driady, syreny oraz wiele innych. Nie brakuje tu niespodziewanych i zaskakujących zwrotów akcji, dzięki którym nie możemy narzekać na nudę!  

Co do bohaterów...Moją sympatię na pewno zdobył Raiden - ironiczny, bezczelny mag, który udziela naszej bohaterce schronienia. Owa postać jest bardzo intrygująca i tajemnicza, coś łączy go z naszą bohaterką...Pytanie: co? Z chęcią poznam go lepiej w kolejnej części.
Drugą postacią, którą polubiłam jest Milda - rusałka, dziewczyna, która pomaga Lirr w dostaniu się na Wyspę Mgieł, a także wspiera ją w zmianie. 
Jeśli chodzi o samą Lirr - postać ogólnie bardzo mi się spodobała, nie licząc niektórych momentów, gdy jej naiwność mnie po prostu irytowała. Z pozoru zwykła dziewczyna, przybrana córka pirata, kochająca morze, jednak jak się okazuje nie taka zwyczajna...Podoba mi się ta zmiana, która w niej z czasem zachodzi, że w końcu otwiera oczy i nie daje sobą tak pomiatać księciu. 
Postacią, którą ciężko było mi znieść od samego początku był książę Cael, trudno było mi owego bohatera zrozumieć. Z jednej strony wydaje się czuć coś do bohaterki, a z drugiej... Momentami mam ochotę mu przywalić za manipulowanie Lirr. Najlepiej patelnią. I to taką dużą.

Jeśli chodzi o styl autorki to muszę przyznać, że jest bardzo przyjemny, książkę pochłonęłam w ciągu dwóch dni. Podobają mi się pirackie przekleństwa, którymi dość często rzuca Lirrian, jest to coś charakterystycznego dla niej. Nie brakuje fantastycznych opisów, dzięki którym lepiej jest nam wczuć się w świat książki. I przede wszystkim magia - po traumie, której doświadczyłam w Wiedźmie morskiej, mam obawy co do takich książek i sięgam po nie z lekkim dystansem, jednak tutaj autorka nie zawiodła! (Bogu dzięki! Nie zniosłabym kolejnego wyczarowywania sukienek! ) 

Podsumowując! Jeśli jesteście fanami fantastyki i szukacie akurat czegoś dla siebie - polecam przyjrzeć się Wyspie Mgieł bliżej i dać wciągnąć się w jej intrygującą historię! Barwne postacie, świetne opisy, wciągająca fabuła - czego więcej chcieć? Dodatkowo dzisiaj jest premiera nowego wydania owej powieści, więc tym bardziej polecam zerknąć na owy tytuł! Ja na pewno chętnie sięgnę po kolejną część! 
1

Titans

niedziela, 28 lipca 2019




Jason: This is awesome! Robin and Robin in action!
Dick: Who the hell are you?

Jason: Jason Todd, the new Robin, Robin 2.0, right?

Dnia 21 grudnia 2018 roku na Netflixie pojawił się jak na razie jednosezonowy serial, który platforma przypisała do moich proponowanych. W zasadzie nigdy nie miałam styczności z uniwersum DC, a z motywem superbohaterów obejrzałam jedynie kilka filmów, więc pomyślałam, że dam mu szansę i przedstawię swoją opinię. Sam serial nie jest dostępny w Polsce do obejrzenia na oryginalnej platformie, czyli na DC Universe. Cały sezon, podobnie jak inne produkcje DC, udostępnia nam Netflix. 

Na sam początek przyciąga wzrok i zainteresowanie jedna z głównych bohaterek- fioletowowłosa Rachel (Teagan Croft), która przeżywa tragedię jako nastolatka i odkąd pamięta, zmaga się z ukrytą mocą, której się... obawia? Miałam wrażenie, że ten wewnętrzny ''demon'' towarzyszył jej przez wieki.To właśnie on był prowokatorem kolejnych wydarzeń, które reżyser umieścił w serialu.

Głównych bohaterów jest czwórka, z czego każdy ma... specyficzne umiejętności, które mają pomóc mu w przetrwaniu kolejnych niebezpiecznych sytuacji. Żywa pochodnia, demon, sadysta socjopata i bestia. Zgaduję, że gdyby Meg zobaczyła ten serial, od razu pierwsza by powiedziała ''Asaial! Serial dla Ciebie!''.

Nigdy nie czytałam żadnego komiksu DC comics, więc nie mam porównania do oryginału, lecz spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na temat całego uniwersum, w którym występują te postacie. I muszę się z nimi zgodzić, bo cały serial pochłonęłam mniej więcej w jeden, półtora dnia.

Postać, która została wykreowana idealnie w moje gusta? Powiedziałabym, że Koriand'r (Anna Diop), ze względu na jej ognisty charakter, lecz zdecydowanie bardziej spodobał mi się Richard ''Dick'' (swoją drogą, imię czasami zobowiązywało...) Grayson (Brenton Thwaites), facet z bolesnymi wspomnieniami z dzieciństwa i ciekawymi przeżyciami z Batmanem, jako jego pomocnik. Sceny jego walki to coś, co najprzyjemniej mi się oglądało w całej produkcji. Natomiast postać, której nie cierpiałam? Czekałam tyle na ten moment w tej recenzji, by trochę poszkalować. Zdecydowanie Jason Todd (Curran Walters), drugi Robin. Był zbyt pewny siebie i denerwujący, bym mogła go polubić. Mimo, że jego występ w serialu był niewielki, to i tak wystarczył mi ten czas, by go znienawidzić. Chłopak został idealnie wykreowany przez Curran'a na zarozumiałego i aroganckiego pomocnika Batmana.

 Moja ogólna opinia? Nie powiem, chciałabym z całego serca obejrzeć następny sezon, szczególnie po zakończeniu, które wyparło mnie z życia na dobre dwa dni. Jak dla mnie, serial na pewno zmieściłby się w folderze ''dobrych seriali, ale nie najlepszych''. Jest to dobra produkcja na weekend, którą można obejrzeć w jedną noc.
0

Agnieszka Sudomir — Panaceum

środa, 24 lipca 2019


Autor: Agnieszka Sudomir
Cykl: Miasto obiecane (tom 2)
Wydawnictwo: Literate
Data wydania: 30 kwietnia 2019
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Liczba stron: 460





Nie,  to miasto z pewnością nie było szare. Może miejscami przypominało sen wariata, może czasami mieszkańców ponosiła fantazja, ale wizerunek szarej, robotniczej Łodzi dawno odszedł do lamusa. 


 Niedawno recenzowałam pierwszą część serii Miasto Obiecane Agnieszki Sudomir. Książka wciągnęła mnie na tyle, że postanowiłam od razu sięgnąć po kolejny tom, który również otrzymałam od wydawnictwa. Faza Rem urzekła mnie świetnymi opisami, pomysłem na fabułę i złożonością głównego bohatera. A jak było w przypadku Panaceum?  

Z nieba leje się żar, Łódź dusi się w kurzu, a komisarz Blattner walczy z własnymi demonami. W takich warunkach przyjdzie mu prowadzić kolejne trudne śledztwo.

W jednym z apartamentowców policja odkrywa ciało młodej pięknej kobiety – uzdolnionej lekarki, której życie przypominało bajkę. W trakcie dochodzenia Blattner musi zbadać środowisko neurochirurgów. Światek wybitnych specjalistów okazuje się jednak bardziej hermetyczny, niż się spodziewał. Czy to specyfika zawodu, czy pracownicy szpitala coś ukrywają?

Pojawiają się kolejne ofiary, a ślady zdają się prowadzić do znanego neurochirurga, niepodważalnego autorytetu w swojej dziedzinie. Nic tu jednak nie jest proste ani oczywiste. Rozwiązanie sprawy zaskakuje nie tylko śledczych, ale także środowisko medyków.

[opis wydawnictwa]

 Igor Blattner powraca, ale i tym razem nie będzie miał w życiu łatwo. Problemy komisarza nie zniknęły, a wręcz przeciwnie - zaczęło pojawiać się ich coraz więcej. Czy policjant poradzi sobie ze swoimi demonami? A jak tym razem poradzi sobie ze śledztwem? I jak ono na niego wpłynie? Tym razem musi stawić czoła nie tylko przeszłości i mordercy, ale także.... Terapii z Dorotą. Czy bohater w końcu upora się z problemami? 
Przyznam szczerze, że postać Igora bardzo polubiłam już w pierwszej części - chociaż jego poglądy w tym tomie niekiedy są sprzeczne z moimi, to jednak na niektóre sprawy patrzymy analogicznie. Podoba mi się, że autorka przy pomocy Blattnera i jego przemyśleń, porusza często ciekawe i według mnie ważne tematy - jak na przykład pogoń za lajkami. Spodobał mi się również wątek z przemianą Igora, która następowała krok po kroku, przez co moja sympatia do owego bohatera stała się jeszcze większa. 

 Przy recenzji Fazy Rem narzekałam na sporadyczny udział Radziejewskiego - tutaj ku mojemu zadowoleniu zmieniło się to! Prokurator występuje o wiele częściej i ma większy wpływ na bohatera. Pojawiły się również nowe postacie, które także zyskały moją sympatię - szczególnie Zojka, młoda dziewczyna, która walczy o swoje miejsce w świecie pełnym testosteronu. Nie mogło też zabraknąć partnera Igora - aspiranta Łukasza Woźniaka, który również boryka się ze swoimi demonami. Ich relacje uległy zmianie, jednak mimo to, wciąż stanowią świetny duet. 

 Co do fabuły to autorka tak jak poprzednio świetnie się spisała! Historia jest bardzo wciągająca i ciężko się od niej oderwać. Genialny pomysł na motyw zbrodni, rozbudowany i nieoczywisty. Wiele podejrzanych, wiele poszlak... Jednak czy trafnych? Zupełne przeciwieństwo Aptekarza! Przyznam, że w połowie książki myślałam, że wiem kto jest mordercą, że znam finał owej historii - jednak Agnieszka Sudomir bardzo pozytywnie nas tutaj zaskakuje. A do tego wątki, które porusza w powieści są naprawdę ciekawe i można wiele z nich wynieść. 

 Przy pierwszej części ciężko było przyzwyczaić mi się do stylu autorki, przy Panaceum nie było już tego problemu - teraz wydawał mi się lekki i z przyjemnością czytało mi się powieść. Oprócz tego wróciły wspaniałe opisy Łodzi, które urzekły mnie w tej książce na tyle, że postanowiłam niedługo odwiedzić owe miasto i spróbować podążać śladami głównego bohatera, spojrzeć na Łódź jego oczami. 

Trochę brakowało mi tutaj przerywników w postaci zmiany perspektywy, które pojawiły się w pierwszej części (bardzo chętnie przeczytałabym mały fragment tej historii oczami Łukasza bądź Radziejewskiego), jednak nie ujmuje to powieści. 

 Ponownie mamy okazję poznać perspektywę policjantów, ale oprócz tego zostajemy również wciągnięci w świat lekarzy. Możemy zobaczyć dobre i złe strony tych często niedocenianych zawodów. I tutaj należą się brawa autorce, ponieważ świetnie sobie poradziła z tym zadaniem. 


 Panaceum to książka, która wciąga od razu - porywająca historia, niespodziewane zwroty akcji, wspaniałe opisy miasta, które aż zachęcają do odwiedzenia go. Przy tej powieści nie można się nudzić, a także nie da się o niej tak łatwo zapomnieć. Uważam, że warto dać owej pozycji szansę. Jeszcze raz dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania obu części.  
5

Megan Goldin — Escape room

niedziela, 21 lipca 2019






WITAJCIE W POKOJU ZAGADEK.
WASZ CEL JEST PROSTY: WYJDŹCIE STĄD ŻYWI.

Kolejna pozycja z empikowej promocji? Cóż, tak jakoś wyszło. Gdybym nie przeglądała ich strony internetowej, jestem pewna, że nigdy w życiu nie trafiłabym właśnie na tę książkę. Nie miałam okazji nigdzie o niej usłyszeć czy przeczytać, a sama autorka nie jest raczej jedną z tych popularniejszych (przynajmniej w moim towarzystwie). Z tego co udało mi się wyczytać, jest to jedyna pozycja pisarki, która została wydana w Polsce (jeśli się mylę, będę wdzięczna za sprostowanie tej informacji). Pojawiła się w tym roku, więc może dlatego nie jest jeszcze o niej głośno? Jednak...czy zasługuje ona na rozgłos?

Jak można się domyślić, postanowiłam dodać ją do koszyka ze względu na okładkę i tytuł. Niby nic szczególnego, ale po obejrzeniu dwóch filmów związanych z pokojami zagadek, musiałam w końcu zabrać się za książkę w tych samych klimatach. W swojej pierwszej recenzji wspominałam, że raczej...nie jestem fanką thrillerów, kryminałów i horrorów. Od tamtego czasu staram się jednak przełamywać i coraz częściej sięgam po tego typu pozycje. Muszę przyznać, że zaczynają mi się nawet podobać. Czy wy też tak macie, że gdy przeglądacie księgarnie internetowe, otwieracie miliony kart, żeby nie zgubić tych wszystkich książek, które was interesują? Ja właśnie tak robię, więc zawsze mam problem z tych, co w końcu kupić, a co na razie sobie odpuścić. Okładka raczej nie jest niczym szczególnych. Zamykająca się winda, a w niej jasnowłosa dziewczyna, która swoją drogą wygląda...przerażająco i tajemniczo? Jednak idealnie oddaje klimat całokształtu. W skrócie, prosta i związana z fabułą. Świetnie.

Co do tematyki. Jest to dobrze napisany thriller z motywem escape roomu, który można w bardzo łatwy sposób zepsuć. W końcu co może zdarzyć się ciekawego w windzie? Czy owy pokój zagadek polegał tylko na jeżdżeniu w górę i w dół? Otóż nie. Nie w momencie, gdy znajdują się w niej takie barwne postacie jak: Vincent, Jules, Sam i Sylvie. Skąd zna się nasza czwórka bohaterów? Pracują razem w dobrze prosperującej firmie. Finanse, duże pieniądze, tajemnice. Czy to nie brzmi jak katastrofa? Aby odzyskać upragnioną wolność, muszą współpracować, a co za tym idzie...zaufać sobie i pozbyć się wszystkich sekretów.

Zanim opowiem o zakończeniu i moim zdaniu na jego temat, chciałabym wspomnieć o bohaterach. Autorka nie stawiała ich w dobrym świetle, ukazując wady i przekręty postaci. Można dojść do wniosku, że wręcz chce nam pokazać, dla czego niektórzy ludzie są w stanie zrobić wszystko. Luksus, pieniądze, własne apartamenty, wycieczki i zabawa. Każdy chce być najlepszy, zarabiać najlepiej i być wyżej od pozostałych. Jednak co z tego, jeśli otaczamy się fałszywymi osobami, które przy pierwszej okazji odbiorą nam to co mamy, a tych dobrych traktujemy okropnie? Takimi ludźmi jest czwórka naszych bohaterów. Do czego ich to doprowadziło?

Dla mnie zakończenie było znane po przeczytaniu niecałych stu stron. Jednak aby je dojrzeć, trzeba starać się wczuć w emocje niektórych z postaci, co moim zdaniem jest bardzo na plus. Książka jest dobra, gdy mamy możliwość przeżywania tego samego, co bohaterowie, możemy się z nimi utożsamiać. Właśnie to dostarczyła nam Megan Goldin. Dodała do tego jeszcze ciekawą i tajemniczą fabułę, kilka niespodzianek i w taki sposób powstała dość dobra pozycja, którą mogę polecić fanom kryminałów.

Czy jest to książka obowiązkowa? Uważam, że nie. Jednak gdy nie mamy szerszych planów czytelniczych, warto po nią sięgnąć, gdyż jest naprawdę całkiem dobra. Do tego nie jest zbyt gruba, więc na wakacyjny wyjazd idealna do torebki czy plecaka. Sama pokusiłam się na zabranie jej na plażę, podczas opalania służyła jako miły dodatek. Jeśli pojawią się w Polsce jeszcze jakieś książki autorki, zapewne po nie sięgnę. 
0

Agnieszka Sudomir — Faza REM

środa, 17 lipca 2019


Autor: Agnieszka Sudomir
Cykl: Miasto obiecane (tom 1)
Wydawnictwo: Genius Creations
Data wydania: 30 września 2017
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Liczba stron: 430








Jedni słowem budują, inni zabijają.

Książka trafiła do mnie inaczej niż zwykle - dostałam ją od wydawnictwa. Poszukiwali kogoś do recenzji, więc postanowiłam spróbować. Zgłosiłam się  - i oto jest! Twórczość Agnieszki Sudomir nie jest mi znana, jej nazwisko obiło mi się jedynie o uszy przy antologii Siła jej piękna, do której zakupu przymierzam się od jej premiery. Nie jest to nic dziwnego dla osób znających mój stosunek do polskiej literatury, który od niedawna, powoli ulega zmianie. Stopniowo odmienia się moje nastawienia co do polskich autorów i cieszę się, że miałam okazję poznać twórczość Agnieszki.

Łódź, niegdyś Ziemia Obiecana, dzisiaj miasto pogrążone w nostalgii.
W bloku na Bałutach zamordowano studentkę. Na Julianowie przed swoim domem ginie bogaty lekarz. Morderca pozostawia na miejscach zbrodni fragmenty recept. Kiedy zostaje odnaleziona trzecia ofiara, media podejmują temat „Aptekarza” i w mieście wybucha panika.
Komisarz Igor Blattner musi rozwikłać zagadkę pierwszego od wielu lat seryjnego mordercy w Łodzi. Atakowany przez media, naciskany przez przełożonych, borykający się z problemami w życiu osobistym i kryzysem wieku średniego policjant staje przed największym wyzwaniem w swojej dotychczasowej karierze.
Blattner kieruje się w pracy jedną prostą zasadą. Występek nie zasługuje na wybaczenie, a wyłącznie na sprawiedliwą karę. Czy jednak to credo pomoże czy utrudni mu złapanie mordercy?

[opis wydawnictwa]

Na początku do powieści podchodziłam z lekkim dystansem, pierwsze strony czytało mi się ciężko, książkę odkładałam po pięciu minutach i wracałam po kilku godzinach. Jednak gdy w piątkowy wieczór przysiadłam do niej z kubkiem herbaty, po przebrnięciu przez kilka nudnych stron, w końcu wciągnęłam się w historię i gdyby nie inne obowiązki - pochłonęłabym ją w jeden weekend.  

                             
Najdziwniejszy jednorożec mógł odszukać swoją stajnię.  

Jeśli chodzi o styl autorki, moim największym problemem było przyzwyczajenie się do prostego języka, slangu miejskiego w wypowiedziach bohaterów - szczególnie do nazywania swoim rodziców stary/stara. Dla mnie była to pierwsza książka, w takim stylu, stąd te trudności. Jednak nie ujmuje on tej pozycji, a wręcz przeciwnie, idealnie pasuje do głównego bohatera. Do reszty nie mam zastrzeżeń, autorka zyskała u mnie za świetne porównania. Miło również było dostać przerywniki w postaci perspektywy innej osoby, szkoda tylko, że było ich tak mało. Chętnie dowiedziałabym się co siedziało w głowie danej postaci. Urzekło mnie również przywiązanie do miasta - Łodzi, które autorka pokazuje nam przy pomocy Igora. (Aż nabrałam ochoty odwiedzić Łódź)

Cały pomysł na fabułę jest intrygujący. Wiele przyjemności sprawiło mi odkrywanie krok po kroku motywu naszego Aptekarza oraz rozszyfrowywanie z naszym komisarzem zagadki zostawionej przez owego mordercę. Cały zamysł wmieszania w to pewnej grupy (nie chce tutaj za dużo zdradzać i odbierać tego momentu) i świata, który jest bliski autorce, uważam za genialny, a także skłaniający do refleksji. Agnieszka bardzo dobrze poradziła sobie z pokazaniem nam, jak wygląda świat z perspektywy policjanta, że nie koniecznie jest tak kolorowo jak z góry zakładamy. Jeśli chodzi o zakończenie książki, to przyznam, że oczekiwałam trochę więcej - liczyłam na dłuższy, cięższy dla Igora pościg za seryjnym mordercą. 


Gdyby nie bezsenność, sen byłby snem, a nie czarną wiecznością. 

Jednak chyba najbardziej ze wszystkiego podobało mi się jak złożoną postacią był Igor Blattner. Człowiek, który kierował się jedną zasadą - każde przestępstwo powinno zakończyć się sprawiedliwą karą. Świetny policjant, przywiązany do swojego miasta, który z pozoru wiedzie normalne, spokojne życie. Mężczyzna boryka się z trudną przeszłością, która nie daje mu spokoju i powraca w snach, a także w rzeczywistości. Czasami ciężko było mi pojąc jego rozumowanie, ale bywały i momenty, gdzie popierałam jego zdanie, wiele też dało mi do myślenia w niektórych kwestiach. 

Ale gdy pomyślę o bohaterach pobocznych, czuję żal i jestem w niektórych przypadkach trochę zawiedziona. Szczególnie jeśli chodzi o postać nowego prokuratora -Radziejewskiego. Pojawia się na początku i tylko wtedy mamy krótką chwilę na poznanie owej osoby trochę lepiej. Z rozwojem fabuły Radziejewski jest tylko wspominany, liczyłam, że będzie odgrywał ważniejszą rolę w całej historii i będzie miał większy wpływ na Igora. Natomiast jeśli chodzi o  partnera Blattnera - aspiranta Łukasza Woźniaka - nie mam zastrzeżeń. Urzekło mnie w ich relacji motyw mentora, Igor jako starszy i doświadczony policjant w trudniejszych momentach starał się doradzać młodszemu koledze. 

To już druga pozycja autorstwa naszych rodaków, która przypadła mi do gustu. Świetny pomysł na fabułę, ciekawe nawiązania i motywy, genialne opisy i do tego intrygująca postać Igora Blattnera. Książka ma kilka niewielkich niedoskonałości, jednak mimo to urzekła mnie w całej swojej okazałości. Dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania owej powieści. W przyszłości na pewno sięgnę po następne dzieła Agnieszki Sudomir. Na dniach mam zamiar zabrać się za drugą część Miasta Obiecanego, a więc wyczekujcie recenzji! 
7

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life