Biografia - 5 Seconds of summer

środa, 16 października 2019



*Recenzja po Polsku, wersję po angielsku znajdziecie poniżej*
*Review in Polish, English version can be found down below*

We'll never be as young as we are now. 

Gdyby jakiś czas temu ktoś mi powiedział, że na mojej półce znajdzie się jakakolwiek biografia - prawdopodobnie bym go wyśmiała. Nigdy nie byłam fanką tego typu książek - jakoś historia innych nie ciekawiła mnie na tyle, żeby po nie sięgnąć. A jednak - cuda się zdarzają. Postanowiłam podzielić się z wami wrażeniami i wnioskami jakie z niej wyciągnęłam. Uznałam, że zawsze to coś nowego na blogu. Czy było warto? Czy biografie na stałe zagoszczą na mojej półce? 


Kto to 5 Seconds of summer? 

 To australijski zespół, który został założony w roku 2011 w Sydney, w skład wchodzą: Luke Hemmings (główny wokal, gitara), Michael Clifford (gitara, wokal), Calum Hood (bas, wokal) oraz Ashton Irwin (perkusja, wokal). Swoją działalność zaczęli od publikowania w serwisie YouTube filmów z coverami. Świat usłyszał o nich,gdy członkowie zespołu One Direction zaprosili ich do uczestniczenia w trasie koncertowej. 


http://i1.wp.com/volumemagazine.net/wp-content/uploads/2018/09/5SOS21-1.jpg?zoom=1.25&resize=750%2C450



Dlaczego ich biografia?

 Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do osób wykonujących dane utwory - liczył się dla mnie przekaz zawarty w piosenkach - tak zawsze wybierałam muzykę. Jednak pewnego dnia coś się zmieniło. Oczywiście o 5 SOS słyszałam już dawno - miałam kilka ich piosenek na mojej playliście, jednak nie nazwałabym się wtedy ich fanką. Było to kilka utworów na jednej z wielu długich list. Trafiłam raz na Youtube na utwór Easier  - zauważyłam zmianę w wykonywanych przez nich utworach i coś mnie tknęło do sprawdzenia kolejnych ich utworów i tak od jednej piosenki do drugiej coraz bardziej byłam zauroczona ich muzyką. O dziwo z czasem przekonałam się też do tych starszych utworów.

 Kierowana ciekawością założyłam Twittera - gdy zobaczyłam jaki kontakt mają ze swoimi fanami zauroczyli mnie jeszcze bardziej. Postanowiłam dołączyć do grona ich fanów, którzy są naprawdę świetni i bardzo wspierają chłopaków. Właśnie wtedy postanowiłam na zakup biografii, a także ich trzech albumów, które bardzo szybko stały się moimi ulubionymi. Dodam, że nigdy wcześniej nie byłam zwolenniczką kupowania płyt, wolałam mieć muzykę na swoim telefonie, bez którego się nie ruszam. 




Dlaczego ją recenzuje? 

 Może z tą recenzją jestem spóźniona o kilka lat, ponieważ biografia została wydana w 2015 r. Jednak dla mnie wiele znaczy - ich historia pokazała mi, że warto uwierzyć w swoje marzenia i nie ma rzeczy niemożliwych. Dwójka z nich (Luke i Calum) jest w moim wieku i zdążyli już tyle osiągnąć. Dali mi motywacje by działać, więc i ja chciałam coś dla nich zrobić. Chciałabym, żeby ludzie przestali patrzeć na nich jak na zespół dla nastolatek - i zobaczyli naprawdę utalentowane osoby. Obserwując ich posty, filmiki z nimi i po zapoznaniu się z ową biografią mogę wywnioskować, że to naprawdę wartościowe osoby, które mimo sławy wydają się wciąż byś sobą. Wydają się też być osobami ze sporym poczuciem humoru i dystansem do siebie. 
 Ich piosenki są szczere i prawdziwe, chłopaki przekazują to co myślą - i za to ich uwielbiam. Stworzyli niesamowitą społeczność i cieszę się, że również mogę do niej należeć. 


Co takiego ciekawego w niej jest?


 W biografii mamy okazje szczegółowo poznać historię powstania zespołu, emocje jakie im towarzyszyły i jak powstawały ich pierwsze piosenki. Przyznam, że ich historia bardzo mnie urzekła. Znajdziemy również wiele zdjęć - często zabawnych - chłopaków z 5 SOS. Zawiera również wiele ciekawostek, o których być może (jeżeli jesteście fanami) nie wiedzieliście. 


https://www.billboard.com/articles/news/lyrics/8527560/5-seconds-of-summer-easier-lyrics
Real bands save fans, real fans save bands.

 If someone had told me some time ago that there would be any biography on my shelf - I would probably laugh at him. I have never been a fan of this type of books - somehow the history of others did not interest me enough to reach for them. And yet - miracles happen. I decided to share with you the impressions and conclusions that I drew from it. I decided it would be in any something new of blog. Was it worth it? Will biographies permanently appear on my shelf? 


Who is 5 SOS?

 This is an Australian band, which was founded in 2011 in Sydney, it consists of: Luke Hemmings (main vocals, guitar), Michael Clifford (guitar, vocals), Calum Hood (bass, vocals) and Ashton Irwin (drums, vocals). They started their activity by publishing cover videos on YouTube. The world heard about them when the members of One Direction invited them to participate in a concert tour.


https://twitter.com/Ashton5SOS/status/1177057933970026496/photo/3


Why their biography?

 I never attached much importance to people performing given songs - what counted for me was the message contained in the songs - that's how I was always choosing music. However, one day, something changed. Of course, I've heard about 5 SOS a long time ago - I had a few songs on my playlist, but I wouldn't call myself a fan. It was only few songs on a fairly long list. I came across a song on YouTube called Easier - I noticed a change in their songs and something touched me to check their pieces and so from one song to another I was more and more fascinated by their music.

 Driven by curiosity I started Twitter - when I saw what contact they have with their fans, they charmed me even more. I decided to join their fans who are really great and who support boys very much. Then I decided to buy their biography, as well as their three albums, which quickly became my favorites. I would like to add that I have never been a supporter of buying CDs before, I preferred to have music on my phone, I can't move without it. 





Why am I reviewing it?

 Maybe I'm a few years late with this review because the biography was released in 2015. However, it means a lot to me - their history has shown me that it is worth believing in your dreams and nothing is impossible. Two of them (Luke and Calum) are my age and they managed to achieve so much. They gave me motivation to act, so I wanted to do something for them. I would like people to stop looking at them as a band for teenagers - and start seeing some really talented people. While observing their posts, videos of them and after reading this biography, I can conclude that they are really valuable human beings who, despite their fame, still seems to be themselves. They also seem to be people with a considerable sense of humor and they distance themselves. 
 Their songs are honest and real, the guys transfer what they think - and I love them for that. They've created an amazing community and I'm happy to be part of it too. How can you not adore them here? 

What's so interesting about her?

 In the biography we have the opportunity to get to know in detail the history of the band's formation, emotions that accompanied them and how their first songs were created. I admit that their story captivated me very much. We can also find many pictures - often funny - of the boys from 5 SOS. It also contains a lot of curiosities that maybe (depending if you're a fan) you didn't know. 
1

In the tall grass

czwartek, 10 października 2019


“Want to see the rock? Want to lay on it naked, and feel me in you, beneath the pinwheel stars, while the grass sings our names?”

 In the tall grass dotarł do mnie w jakże ciekawy sposób - Google zaproponowało mi artykuł ''Nowy horror Netflixa In the tall grass robi furorę!''. Stwierdziłam, że sprawdzę to i wyrażę swoją opinię, czy faktycznie jest to tak dobry film, jak mówią. Czy się z tym zgadzam? Cóż, kłóciłabym się w niektórych momentach. 

 In the tall grass, czy jak kto woli - W wysokiej trawie, opowiada krótką... lub długą historię Becky, Cal'a, Travisa i Tobina. Nie ma sposobu określić, ile czasu trwała akcja, kiedy się zaczęła a kiedy skończyła. Gdy Becky i Cal zatrzymują się na krótkim postoju w drodze do San Diego słyszą z pola wysokiej trawy nawoływanie o pomoc i postanawiają pomóc. Jednak w trawie zawsze coś się kryje...
 Zacznijmy od tego, że cały horror, używając kolokwializmu, psuje mózg. Nie wiadomo kto, z kim, kiedy i gdzie, i fabuła często się zakręcała. Myślę, że trzeba byłoby sobie dobrze rozpisać kolejność wydarzeń, by zrozumieć przesłanie całego filmu.

 Postaci łącznie było mniej niż dziesięć, więc nie sposób określić, kogo się najbardziej polubiło. Każdy się czymś wyróżniał, lecz myślę, że jeśli miałabym wybrać - bez wątpienia postawiłabym na Tobina. Mały, pokrzywdzony chłopiec jest w centrum wszystkich wydarzeń i jego najbardziej mi tu było szkoda.
 Mimo, że żadnej postaci nie darzyłam mocną sympatią, tak mogę stwierdzić, że z całego serca znienawidziłam Cal'a. Przez cały film mnie denerwował i wywyższał się nad Becky. Mimo, że okazywał troskę względem niej to i tak był denerwującą osobą. Zbyt irytującą, by jak dla mnie zasłużyć na przeżycie.

 Jedyną rzeczą, którą naprawdę w tym filmie pokochałam i nie mogłam się oprzeć- był soundtrack. Mroczny, zaskakujący, pasujący klimatem do starych czasów. Podkreślał powagę sytuacji i tarapaty, w jakich znaleźli się bohaterowie.

 Reasumując; film jakoś strasznie ciekawy i porywający nie był. Ciężko mi się było na nim skupić i wciągnąć w fabułę, moje myśli porywało coś innego. Nie był też najlepszym horrorem, mówiąc więcej- jako ten gatunek był strasznie słaby. Prędzej myślę, że przyporządkowałabym go do thriller'ów. Niestety-ten film mi nie przypadł do gustu i nie poleciłabym go nikomu.
0

10 Things I Hate about You z 1999r.

środa, 2 października 2019



10 Things I Hate about You czyli Zakochana Złośnica to amerykańska komedia romantyczna z 1999 roku. Nie jest to mój ulubiony gatunek i nie sięgam po niego za często, ale mam słabość do starszych filmów. Uważam, że są o wiele lepsze od niektórych współczesnych produkcji, które podczas oglądania wywołują jedynie uczucie zażenowania. Niestety w dzisiejszych czasach powstaje wiele takich gniotów...A jak było w tym przypadku?

 Główną bohaterką jest Katarina Stratford,której obawiają się wszyscy faceci w szkole. Jej siostra Bianca jest jej przeciwieństwem, każdy chłopak chciałby się z nią umówić - jednak nie jest to takie proste. Ojciec nie pozwala Biance umawiać się na randki, dopóki nie zacznie tego robić Kat. Zauroczony młodszą córką Cameron, próbuje znaleźć złośnicy chłopaka. Przekupuje i zawiera umowę z szkolnym badboy'em - zadaniem Patrica jest umówienie się z Kat, aby Cameron miał możliwość spotkania się z Biancą. 

Owy film oparty jest na komedii Wiliama Szekspira Poskromić złośnice. Za jego reżyserię odpowiada Gil Junger, znany z wielu świetnych produkcji tj. Ellen, If only, Jim wie lepiej, młodsze pokolenie może kojarzyć go z serialu K.C. Undercover. Za scenariusz odpowiadali Karen McCullah oraz Kirsten Smith - znano oboje z Ona to on czy Legalna blondynka. 

Najbardziej uwielbiam ten film za zawarte w nim poczucie humoru, nie da się przy nim nudzić. Jako, że to komedia, niekoniecznie film ma na celu przekazanie nam ważnych wartości, a bardziej zapewnienie nam rozrywki, jednak i z owej produkcji można wyciągnąć parę ciekawych wniosków. Bardzo też cenię film za soundtruck, który został tutaj świetnie dobrany. Piosenki idealnie pasują i pozwalają wczuć się w lata, w których działa się akcja. 

Jeśli chodzi o aktorów, to zostali bardzo dobrze dobrani, nie wyobrażam sobie owej produkcji bez Julii Stiles (Kat) , która swoją drogą jest jak dla mnie świetną aktorką oraz Heath Ledger (Patrick Verona), którego niestety nie mamy już okazji oglądać w nowszych produkcjach. Heath zmarł w 2008, w wieku 28 lat, był naprawdę rewelacyjnym aktorem, był znany z roli np. Jokera z The Dark Knight, Jacoba Grimma z The Brothers Grimm czy Giacomo Casanova z Casanova. Pozostali również dobrze zagrali, jednak wyżej wymieniona dwójka najbardziej zyskała moją sympatię.

Podsumowując. Jeżeli szukasz filmu na jesienne wieczory przy herbacie, jest to idealna propozycja. Gwarantuje nam dawkę dobrego humoru i powrót do dawnych lat. Myślę, że film mógłby przypaść do gustu wielu przeciwnikom komedii romantycznych. Jest to produkcja obok, której nie można przejść obojętnie i uważam, że naprawdę warto dać jej szansę. 
1

Adam Silvera — More happy than not. Raczej szczęśliwy niż nie

niedziela, 29 września 2019


–Jakieś preferencje?
–Ostatni rząd, nie pytaj dlaczego–odpowiadam.
–Dlaczego?
–Odczuwam irracjonalny strach przed poderżnięciem gardła w trakcie seansu,
a odkryłem, że to się nie wydarzy, jeśli nikt nie będzie siedział za mną.

Książka Adama Silvery trafiła na moją półkę jakiś rok temu. Bardzo mnie kusiła, jednak coś cały czas mnie od niej odpychało. Zdecydowałam się jednak zabrać ją na wyjazd wakacyjny z zamiarem przeczytania. Byłam pewna, że raczej mi się to nie uda, bo rzadko zdarza mi się sięgać po lektury na wczasach. Jednak jednego wieczoru, gdy akurat nie miałam co robić, wzięłam książkę, usiadłam wygodnie i totalnie przepadłam. Przeczytanie całości zajęło mi może dwa wieczory? Uważam, że dałoby się pochłonąć ją w jeden i zapewne bym to zrobiła, gdyby nie mój ograniczony czas. Mimo to, czy warto poświęcić czas na More happy than not. Raczej szczęśliwy niż nie? A może jednak odpuścić i przeczytać coś innego?

Aaron Soto to szesnastoletni chłopak, który po samobójstwie ojca nie może odnaleźć szczęścia. Niby ma cudowną, wspierającą dziewczynę, Genevieve, jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Podczas jednego spotkania z przyjaciółmi przez przypadek poznaje Thomasa, z którym się zaprzyjaźnia. Od tego czasu...wszystko zaczyna się zmieniać. Czy Aaron jest w stanie sobie z tym poradzić? Czy będzie musiał się zwrócić po pomoc do Instytutu Leteo, który specjalizuje się w wymazywaniu pamięci? A może uda mu się zaakceptować to, kim jest?

Do fabuły nie mam żadnych zarzutów. Dość oryginalna, nie przypominam sobie, żeby czytała coś w tym stylu. Byłam bardzo ciekawa jak to się skończy, a autor mnie nie rozczarował. Jednak do tego przejdę w kolejnych akapitach. Zacznijmy od początku. Często mam tak, że moim problemem jest wdrążenie się w lekturę. Muszę odłożyć książkę na jakąś godzinkę i do niej wrócić. Z More happy than not nie miałam takiego problemu. Od samego początku mnie zaintrygowała, a w szczególności motyw instytutu, który wymazuje pamięć. Uważam, że to ważny element historii, bez niego byłaby to zwyczajna młodzieżówka.

Co do bohaterów, nie można mieć pretensji do autora. Wykreował ich idealnie, ale to nie znaczy, że wszystkich dało się uwielbiać. Otóż większość znienawidziłam z całego serca. Jednak zauważalne jest to, że Adam Silvera osiągnął właśnie to co chciał. Dał nam postacie, które postępowały źle, aby pokazać Hej, tak nie należy robić. Brawo. Nie mamy ochoty utożsamiać się z Panem Wariatem i Brendanem. Tak naprawdę muszę przyznać, że sympatią obdarzyłam tylko głównego bohatera, Aarona. No i odrobinkę Genevieve, ale czuję, że czegoś jej zabrakło. Tak samo było z Thomasem. Trzymałam kciuki, żeby okazał się dobrym bohaterem, no ale... To nie znaczy jednak, że autor wykreował go źle. Wręcz o wiele lepiej, niż bym sobie wyobrażała. Do tego każdy z nich ma jakiś swój charakter, nie są to typowe, szare postacie.

Ważnym elementem, który zawsze powinien być poruszany w recenzjach, kiedy czytamy taką książkę, jest motyw tolerancji, o której bardzo lubię czytać. Nie ukrywam, iż jeśli zobaczę, że pozycja takowy posiada, nie waham się i ją biorę. Jest on dość typowy dla młodzieżówek, ale uważam, że to dobrze. Dzięki niemu uświadamiamy młodych, że wszyscy jesteśmy na równi. Tak jak pokazała to książka Adama Silvera nie da się wymazać tego, kim się urodziliśmy, większość nas nie jest po prostu wyborem. Akceptacja jest ciężka, jednak bardzo ważna. Mogłabym się rozpisać na ten temat, ale nie o to tu chodzi. Sądzę, że każdy dojdzie do odpowiednich wniosków po przeczytaniu More happy than not.

Jak zapewne się domyślacie, polecam ją z całego serca. Nie jest to typowa młodzieżówka, zakończenie idealnie to obrazuje. Nie zamierzam się nad nim rozczulać, bo boję się, że zdradzę za dużo, także powiem tylko tyle, że tego się nie spodziewałam. Autor pod koniec strasznie mnie zaszokował, nigdy bym się tego nie domyśliła. Właśnie tego szukam zawsze w młodzieżówkach. Nie lubię tych schematów, pozycji przepełnionych szczęśliwą miłością, trójkącikami miłosnymi i błahymi dylematami. More happy than not odchodzi od owych schematów w wielu płaszczyznach i dlatego zachęcam was do sięgnięcia po nią, gdyż warto!
0

Zamiana z księżniczką

sobota, 28 września 2019


Life is what happens when you're busy making other plans!

  Z powodu braku czasu ostatnio moją główną rozrywką stały się filmy. Znajomi polecali mi właśnie Zamianę z Księżniczką, która widnieje na Netflixie. Sam tytuł naprawdę mnie zniechęcał, gdyż... no nie przepadam zbytnio za komediami romantycznymi, a takie właśnie wrażenie sprawia ten film. Lecz moje lenistwo wygrało, gdyż nie chciało mi się szukać innej produkcji, która mogłaby mi podpaść do gustu.

  Film opowiada historię Stacy De Novo (Vanessa Hudgens), cukiernika z Chicago, która przyleciała wraz ze swoim przyjacielem i jego córką do Belgrawii na międzynarodowy konkurs cukierniczy. Tam przypadkowo wpada na Księżną Montenaro i odkrywają, że mogą być w jakiś sposób spokrewnione, gdyż wyglądają identycznie. Księżna, która ma zostać żoną Księcia Edwarda (Sam Palladio) za niecałe trzy dni, chciałaby posmakować życia normalnej dziewczyny. W ten sposób na dwa dni Stacy zostaje księżną, a Margaret cukiernikiem. Sprawy jednak się komplikują wraz z czasem, który płynie im na odgrywaniu zupełnie innych ról.

  Na początek opinii pragnę zaznaczyć, że nie przepadam za tego typu gatunkiem i mimo, iż film ten mi się podobał, to gdzieś z tyłu głowy głosik mówi mi, że jest to tandeta i w filmografii takich produkcji jest przynajmniej kilka.

  Naprawdę polubiłam Stacy, tak samo jak Księcia Edwarda. Te dwie postacie były naprawdę wspaniałe z wyglądu, jak i charakteru. Lecz w moim serduszku zamieszkał dzisiaj mocniej Edward. Książę, który od dziecka nie miał czasu na zabawę a jedynie uczył się sztuki dyplomacji i jak wygrać wojnę bez udziału przemocy, jedynie właśnie paktów i warunków.

  Wszystkie piosenki, które zostały użyte, podkreślają klimat świąt, który panował w czasie akcji. Nie mówię, że jest to... złe, lecz trochę monotonne, słuchać ciągle świątecznych piosenek w filmie o miłości, nieprawdaż? Chociaż Boże Narodzenie to czas okazywania sobie czułości, to jednak... Nie.

  Zbierając to wszystko, to z jednej strony ta produkcja to dla mnie jedna wielka tandeta. Lecz patrząc z innego punktu widzenia, jest to naprawdę słodka i romantyczna opowieść o miłości z Happy End'em i szczęściem bohaterów. Miłość, przyjaźń i współczucie wszędzie- tak bym mogła opisać ten film w kilku słowach, więc to już od was zależy, czy ten seans przypadłby wam do gustu czy raczej nie.

1

Niemożliwe

środa, 18 września 2019



Niemożliwe jest jednym z moich ulubionych filmów. Kilka lat temu byłam na owy film w kinie, od tamtej pory lubię do niego wracać, mimo, że nie jest to gatunek, po który chętnie sięgam. Jest w nim coś takiego, że nie pozwala o sobie zapomnieć. 

Jest to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. Maria, Henry i ich trzej synowie postanowili spędzić okres Bożego Narodzenia na Tajlandii. Zapowiadały się spokojne świąta, jednak los potrafi być niesprawiedliwy i podczas ich wypoczynku w Tajlandię uderza tsunami. Czeka ich nie lada walka o przetrwanie. Czy rozdzieleni przez żywioł uda im się odnaleźć? Czy na pewno wszyscy przeżyją?
 Film jest naprawdę piękny. Pokazuje niesamowitą więź rodzinną i oddanie. Mimo tragedii, która ich spotyka i wielu problemów po drodze, nie poddają się i nie tracą nadziei. Będąc sami w ciężkiej sytuacji nie wahają się także pomóc innym. Musze tutaj pochwalić reżysera, ponieważ naprawdę dobrze się spisał i świetnie przekazał nam tą historię. Odwzorowanie tsunami, szkód jakie wyrządziło...Efekty specjalne były na najwyższym poziomie. Soundtrack w owej produkcji jest rewelacyjny, idealnie dobrany. Każdy utwór znakomicie pasuje do przedstawianej akcji i  jeszcze bardziej gra na naszych emocjach.  

Za film odpowiedzialny był Juan Antonio Bayona, hiszpański reżyser i scenarzysta filmowy, znany z takich produkcji jak Sierociniec, czy Siedem minut po północy. Scenariuszem zajął się Sergio G. Sánchez. Ich praca się opłaciła, ponieważ Niemożliwe dostało 24 nominacje i 6 nagród. 

Nie mogę też nie wspomnieć o genialnej grze aktorskiej. Naomi Watts (Maria) Ewan McGregor (Henry), Tom Holland (Lucas), Samuel Joslin (Thomas) , Oaklee Pendergast (Simon) - czyli cała rodzinka - perfekcyjnie odegrali swoje role, potrafili przekazać emocje, dzięki czemu bardziej wczuwało się w film, nawet mimo, iż wymieniona przeze mnie ostatnia trójka na tamten okres to były dzieciaki. Zagrali lepiej niż niejeden dorosły.

Niemożliwe to wzruszająca i chwytająca za serce historia, która na długo nie da o sobie zapomnieć. Film jak najbardziej polecam, szczególnie na nudne wieczory, nawet osobom, które nie są fanami takich produkcji. Jednak polecam zbroić się w chusteczki - podobno tylko ludzie bez serca nie płaczą na tym filmie! 
0

TAG książkowy

niedziela, 15 września 2019






Ostatnimi czasami przeglądałam blogi w poszukiwaniu ciekawych książek i w tym czasie w oczy rzucił mi się właśnie Tag książkowy. Stwierdziłam, że to zawsze coś nowego, więc dlaczego by nie wstawić tego na bloga?

1. Jaki gatunek książek najczęściej wybierasz?

Muszę przyznać, że najczęstszym gatunkiem w mojej biblioteczce jest fantastyka. Zajmuje ona jakieś 3/4 moich książek. Choć jakby przyjrzeć się bliżej, mam też sporo książek młodzieżowych...

2. Która postać książkowa jest najbardziej podobna do Ciebie lub którą chciałabyś być?


Odkąd na blogu pojawiła się recenzja Narodzin Królowej całym sercem chciałam zostać Brienną. Jest to jedna z barwniejszych bohaterek, jakie kiedykolwiek poznałam w książkach i wspierałam ją całym sercem przez całą książkę.

3. Jaką książkę dałabyś koniecznie swojemu dziecku do przeczytania?

To jest... trudny temat. Ale biorąc pod uwagę, że wychowywałam się na Harry'm Potterze i w głównej części od tej serii rozpoczęłam swoją przygodę z książkami (Nie licząc niemal całej serii Pamiętników Nastolatki...) to chyba historia o małym czarodzieju jako pierwsza zostałaby polecona przeze mnie mojemu dziecku.

4. Wolisz książki w wersji papierowej, e-booki czy audiobooki?

Będąc szczerą- nigdy nie czytałam książki w e-booku czy nie słuchałam audiobook'a. Wolę standardową, papierową wersję i uczucie trzymania historii we własnych rękach, niż elektroniczną wersję mimo, że wychowałam się właśnie w pokoleniu, które jest od elektroniki zależne.

5. Jaka książka nie zrobiła na Tobie dobrego wrażenia?  

Chwilę nad tym pytaniem spędziłam i mam na półce dwie takie książki- Friendzone i Alicja w krainie zombi. Żadna z nich nie przyciągnęła mnie tak, bym chociaż doczytała ją do końca. 

6. Czytasz jedną książkę od początku do końca czy zaczynasz kilka książek na raz?
Zależy od książki. Czasem wciągnę się w jedną tak mocno, że po zakończeniu potrzebuje kilku dni na odsapnięcie, bo nie umiem się pozbierać, że to już koniec. Niekiedy też zaczynam kilka na raz, bo żadna mi nie podpasowała. 

7. Częściej czytasz wypożyczone książki czy raczej preferujesz własny zakup?

Gdyby nie to, że w mojej okolicy zbytnio nie ma bibliotek, które miałyby literaturę trafiającą w moje gusta, to pewnie bym wypożyczała książki. Jednak lubię też, jak książki się ładnie prezentują na półce, więc uwielbiam też kupować.

8. Czy oceniasz książkę po okładce?

Tak! W sensie... Nie zawsze. Ale często, gdy nie mogę się zdecydować, kupuję taką, która ma dla mnie najładniejszą okładkę. Ostatnio tak w moje ręce trafiła Aleo. Burza na Północy.

9. Czy ulegasz promocjom cenowym na książki? Jeżeli tak to jaka była największa ilość książek, którą kupiłaś w promocji?

Szczerze mówiąc... Nie mam pojęcia. Raz kupiłam całą serię Darów Anioła w jednym zakupie, lecz na promocjach kupuję najwięcej trzy książki na raz.

10. O jakiej książce marzysz, choć póki co nie możesz jej mieć?


Szukam w chwili obecnej w księgarniach książki Światło Anioła. Choć moje poszukiwania idą... No cóż. Marnie.

11. Ile książek liczy Twoja biblioteczka i jak przechowujesz swoje zbiory? 


Jak na chwilę obecną moja biblioteczka jest... uboga. Po przeliczeniu i +- dodaniu tych, które wyniosło się na strych po sprzątaniu będzie ich około 75. Nie przechowuję ich jakoś według klucza, choćbym chciała, ale nie jestem typem artystki, która umiałaby to wszystko zrobić.

12. Co najpierw: książka czy ekranizacja? 

Zależy. Zwykle preferuję metodę najpierw książka, potem ekranizacja, lecz czasem wychodzi jak wychodzi...

13. Co teraz czytasz? 

W chwili obecnej nie mam zbytnio czasu, przez rozpoczęcie roku szkolnego, lecz jako pierwsza w kolejce jest właśnie Aleo. Burza na Północy.


***
Tak oto nadszedł koniec pytań. Zawsze obowiązywała zasada nominowaniu następnych osób, ale powiem po prostu, by zrobił go każdy, kogo najdzie ochota. Jeżeli się zdecydujecie podeślijcie link w komentarzu. Chętnie przeczytam!
1

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life