Megan Goldin — Escape room

niedziela, 21 lipca 2019






WITAJCIE W POKOJU ZAGADEK.
WASZ CEL JEST PROSTY: WYJDŹCIE STĄD ŻYWI.

Kolejna pozycja z empikowej promocji? Cóż, tak jakoś wyszło. Gdybym nie przeglądała ich strony internetowej, jestem pewna, że nigdy w życiu nie trafiłabym właśnie na tę książkę. Nie miałam okazji nigdzie o niej usłyszeć czy przeczytać, a sama autorka nie jest raczej jedną z tych popularniejszych (przynajmniej w moim towarzystwie). Z tego co udało mi się wyczytać, jest to jedyna pozycja pisarki, która została wydana w Polsce (jeśli się mylę, będę wdzięczna za sprostowanie tej informacji). Pojawiła się w tym roku, więc może dlatego nie jest jeszcze o niej głośno? Jednak...czy zasługuje ona na rozgłos?

Jak można się domyślić, postanowiłam dodać ją do koszyka ze względu na okładkę i tytuł. Niby nic szczególnego, ale po obejrzeniu dwóch filmów związanych z pokojami zagadek, musiałam w końcu zabrać się za książkę w tych samych klimatach. W swojej pierwszej recenzji wspominałam, że raczej...nie jestem fanką thrillerów, kryminałów i horrorów. Od tamtego czasu staram się jednak przełamywać i coraz częściej sięgam po tego typu pozycje. Muszę przyznać, że zaczynają mi się nawet podobać. Czy wy też tak macie, że gdy przeglądacie księgarnie internetowe, otwieracie miliony kart, żeby nie zgubić tych wszystkich książek, które was interesują? Ja właśnie tak robię, więc zawsze mam problem z tych, co w końcu kupić, a co na razie sobie odpuścić. Okładka raczej nie jest niczym szczególnych. Zamykająca się winda, a w niej jasnowłosa dziewczyna, która swoją drogą wygląda...przerażająco i tajemniczo? Jednak idealnie oddaje klimat całokształtu. W skrócie, prosta i związana z fabułą. Świetnie.

Co do tematyki. Jest to dobrze napisany thriller z motywem escape roomu, który można w bardzo łatwy sposób zepsuć. W końcu co może zdarzyć się ciekawego w windzie? Czy owy pokój zagadek polegał tylko na jeżdżeniu w górę i w dół? Otóż nie. Nie w momencie, gdy znajdują się w niej takie barwne postacie jak: Vincent, Jules, Sam i Sylvie. Skąd zna się nasza czwórka bohaterów? Pracują razem w dobrze prosperującej firmie. Finanse, duże pieniądze, tajemnice. Czy to nie brzmi jak katastrofa? Aby odzyskać upragnioną wolność, muszą współpracować, a co za tym idzie...zaufać sobie i pozbyć się wszystkich sekretów.

Zanim opowiem o zakończeniu i moim zdaniu na jego temat, chciałabym wspomnieć o bohaterach. Autorka nie stawiała ich w dobrym świetle, ukazując wady i przekręty postaci. Można dojść do wniosku, że wręcz chce nam pokazać, dla czego niektórzy ludzie są w stanie zrobić wszystko. Luksus, pieniądze, własne apartamenty, wycieczki i zabawa. Każdy chce być najlepszy, zarabiać najlepiej i być wyżej od pozostałych. Jednak co z tego, jeśli otaczamy się fałszywymi osobami, które przy pierwszej okazji odbiorą nam to co mamy, a tych dobrych traktujemy okropnie? Takimi ludźmi jest czwórka naszych bohaterów. Do czego ich to doprowadziło?

Dla mnie zakończenie było znane po przeczytaniu niecałych stu stron. Jednak aby je dojrzeć, trzeba starać się wczuć w emocje niektórych z postaci, co moim zdaniem jest bardzo na plus. Książka jest dobra, gdy mamy możliwość przeżywania tego samego, co bohaterowie, możemy się z nimi utożsamiać. Właśnie to dostarczyła nam Megan Goldin. Dodała do tego jeszcze ciekawą i tajemniczą fabułę, kilka niespodzianek i w taki sposób powstała dość dobra pozycja, którą mogę polecić fanom kryminałów.

Czy jest to książka obowiązkowa? Uważam, że nie. Jednak gdy nie mamy szerszych planów czytelniczych, warto po nią sięgnąć, gdyż jest naprawdę całkiem dobra. Do tego nie jest zbyt gruba, więc na wakacyjny wyjazd idealna do torebki czy plecaka. Sama pokusiłam się na zabranie jej na plażę, podczas opalania służyła jako miły dodatek. Jeśli pojawią się w Polsce jeszcze jakieś książki autorki, zapewne po nie sięgnę. 
0

Agnieszka Sudomir — Faza REM

środa, 17 lipca 2019


Autor: Agnieszka Sudomir
Cykl: Miasto obiecane (tom 1)
Wydawnictwo: Genius Creations
Data wydania: 30 września 2017
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Liczba stron: 430








Jedni słowem budują, inni zabijają.

Książka trafiła do mnie inaczej niż zwykle - dostałam ją od wydawnictwa. Poszukiwali kogoś do recenzji, więc postanowiłam spróbować. Zgłosiłam się  - i oto jest! Twórczość Agnieszki Sudomir nie jest mi znana, jej nazwisko obiło mi się jedynie o uszy przy antologii Siła jej piękna, do której zakupu przymierzam się od jej premiery. Nie jest to nic dziwnego dla osób znających mój stosunek do polskiej literatury, który od niedawna, powoli ulega zmianie. Stopniowo odmienia się moje nastawienia co do polskich autorów i cieszę się, że miałam okazję poznać twórczość Agnieszki.

Łódź, niegdyś Ziemia Obiecana, dzisiaj miasto pogrążone w nostalgii.
W bloku na Bałutach zamordowano studentkę. Na Julianowie przed swoim domem ginie bogaty lekarz. Morderca pozostawia na miejscach zbrodni fragmenty recept. Kiedy zostaje odnaleziona trzecia ofiara, media podejmują temat „Aptekarza” i w mieście wybucha panika.
Komisarz Igor Blattner musi rozwikłać zagadkę pierwszego od wielu lat seryjnego mordercy w Łodzi. Atakowany przez media, naciskany przez przełożonych, borykający się z problemami w życiu osobistym i kryzysem wieku średniego policjant staje przed największym wyzwaniem w swojej dotychczasowej karierze.
Blattner kieruje się w pracy jedną prostą zasadą. Występek nie zasługuje na wybaczenie, a wyłącznie na sprawiedliwą karę. Czy jednak to credo pomoże czy utrudni mu złapanie mordercy?

[opis wydawnictwa]

Na początku do powieści podchodziłam z lekkim dystansem, pierwsze strony czytało mi się ciężko, książkę odkładałam po pięciu minutach i wracałam po kilku godzinach. Jednak gdy w piątkowy wieczór przysiadłam do niej z kubkiem herbaty, po przebrnięciu przez kilka nudnych stron, w końcu wciągnęłam się w historię i gdyby nie inne obowiązki - pochłonęłabym ją w jeden weekend.  

                             
Najdziwniejszy jednorożec mógł odszukać swoją stajnię.  

Jeśli chodzi o styl autorki, moim największym problemem było przyzwyczajenie się do prostego języka, slangu miejskiego w wypowiedziach bohaterów - szczególnie do nazywania swoim rodziców stary/stara. Dla mnie była to pierwsza książka, w takim stylu, stąd te trudności. Jednak nie ujmuje on tej pozycji, a wręcz przeciwnie, idealnie pasuje do głównego bohatera. Do reszty nie mam zastrzeżeń, autorka zyskała u mnie za świetne porównania. Miło również było dostać przerywniki w postaci perspektywy innej osoby, szkoda tylko, że było ich tak mało. Chętnie dowiedziałabym się co siedziało w głowie danej postaci. Urzekło mnie również przywiązanie do miasta - Łodzi, które autorka pokazuje nam przy pomocy Igora. (Aż nabrałam ochoty odwiedzić Łódź)

Cały pomysł na fabułę jest intrygujący. Wiele przyjemności sprawiło mi odkrywanie krok po kroku motywu naszego Aptekarza oraz rozszyfrowywanie z naszym komisarzem zagadki zostawionej przez owego mordercę. Cały zamysł wmieszania w to pewnej grupy (nie chce tutaj za dużo zdradzać i odbierać tego momentu) i świata, który jest bliski autorce, uważam za genialny, a także skłaniający do refleksji. Agnieszka bardzo dobrze poradziła sobie z pokazaniem nam, jak wygląda świat z perspektywy policjanta, że nie koniecznie jest tak kolorowo jak z góry zakładamy. Jeśli chodzi o zakończenie książki, to przyznam, że oczekiwałam trochę więcej - liczyłam na dłuższy, cięższy dla Igora pościg za seryjnym mordercą. 


Gdyby nie bezsenność, sen byłby snem, a nie czarną wiecznością. 

Jednak chyba najbardziej ze wszystkiego podobało mi się jak złożoną postacią był Igor Blattner. Człowiek, który kierował się jedną zasadą - każde przestępstwo powinno zakończyć się sprawiedliwą karą. Świetny policjant, przywiązany do swojego miasta, który z pozoru wiedzie normalne, spokojne życie. Mężczyzna boryka się z trudną przeszłością, która nie daje mu spokoju i powraca w snach, a także w rzeczywistości. Czasami ciężko było mi pojąc jego rozumowanie, ale bywały i momenty, gdzie popierałam jego zdanie, wiele też dało mi do myślenia w niektórych kwestiach. 

Ale gdy pomyślę o bohaterach pobocznych, czuję żal i jestem w niektórych przypadkach trochę zawiedziona. Szczególnie jeśli chodzi o postać nowego prokuratora -Radziejewskiego. Pojawia się na początku i tylko wtedy mamy krótką chwilę na poznanie owej osoby trochę lepiej. Z rozwojem fabuły Radziejewski jest tylko wspominany, liczyłam, że będzie odgrywał ważniejszą rolę w całej historii i będzie miał większy wpływ na Igora. Natomiast jeśli chodzi o  partnera Blattnera - aspiranta Łukasza Woźniaka - nie mam zastrzeżeń. Urzekło mnie w ich relacji motyw mentora, Igor jako starszy i doświadczony policjant w trudniejszych momentach starał się doradzać młodszemu koledze. 

To już druga pozycja autorstwa naszych rodaków, która przypadła mi do gustu. Świetny pomysł na fabułę, ciekawe nawiązania i motywy, genialne opisy i do tego intrygująca postać Igora Blattnera. Książka ma kilka niewielkich niedoskonałości, jednak mimo to urzekła mnie w całej swojej okazałości. Dziękuję wydawnictwu za możliwość przeczytania owej powieści. W przyszłości na pewno sięgnę po następne dzieła Agnieszki Sudomir. Na dniach mam zamiar zabrać się za drugą część Miasta Obiecanego, a więc wyczekujcie recenzji! 
7

Kidnapping Stella (2019)

niedziela, 14 lipca 2019


Na film trafiłam całkowicie przypadkowo. Wcześniej nie miałam okazji o nim usłyszeć, co raczej nie jest niczym dziwnym, gdyż pojawił się dopiero w tym miesiącu. Miałam zamiar dokończyć ostatni sezon Friends, jednak gdy weszłam na Netflixa, na głównej stronie ujrzałam zwiastun owego filmu. Obejrzałam kawałek, przeczytałam opis i zdecydowałam się na włączenie produkcji. Po kilku minutach przerwałam i zajrzałam na Filmweba. Chciałam przeczytać opinie innych użytkowników, żeby zobaczyć czy w ogóle warto spędzić ponad godzinę przy owej ekranizacji. Przyznam, to co zobaczyłam wcale mnie nie zachęciło. Film posiadał mało recenzji ze względu na to, żeby po prostu był czymś nowym. Żadna nie wypowiadała się o nim w sposób pozytywny. Jednak mimo to, obejrzałam go.

Czy to był błąd? Nie potrafię odpowiedzieć na te pytanie. Na podstawie opisu pomyślałam, że może być ciekawie, gdyż produkcja wpasowuje się w tematykę filmów, które lubię. Porwanie, zagadka i niespodziewane zwroty akcji (na które oczywiście liczyłam). Jest to thriller produkcji niemieckiej, wyreżyserowany przez Thomas Siebena. Światowa premiera odbyła się 12 lipca 2019 roku, więc tak jak mówiłam, niedawno.

Na początku poznajemy dwóch mężczyzn, którzy okazują się być wspólnikami w porwaniu. Tom (Max von der Groeben) i Vic (Clemens Schick) poznali się w więzieniu. Po wyjściu razem postanawiają stanąć na nogi i planują porwanie. Ofiarą pada Stella (Jella Haase), córka bogacza. Dość...typowe? Racja. Poza kilkoma zwrotami akcji (które były przewidywalne), kompletnie nic się nie działo. Muszę przyznać, że w niektórych momentach aż zasypiałam. Po połowie seansu wyłączyłam film i poszłam spać. Dokończyłam go dopiero następnego dnia rano.

Postacie. Tutaj nie ma dużo do opisywania. Poznajemy tylko trzech kluczowych bohaterów, którzy na dobrą sprawę nie wyróżniają się niczym szczególnym, poza swoją głupotą. Czasami zastanawiałam się  Halo, co ty robisz? Oszalałeś? Jezu, nie wierzę w to co się dzieje. Te trzy zdania towarzyszyły mi przez cały film. Nie wiem czy kiedykolwiek widziałam bardziej bezmyślne postacie. Ta produkcja postawiła innym bardzo wysoko poprzeczkę.

Zakończenie całkowicie typowe. Myślałam, że chociaż ono jakoś uratuje nudną całość, no ale niestety. Niczym nie wyróżniało się spośród produkcji tego właśnie gatunku. Cóż, zawiodłam się. Ostatnio tak dobrze szło mi z wybieraniem odpowiednich filmów. Wręcz się nimi zachwycałam i polecałam każdemu, komu tylko mogłam. Kidnapping Stella będę natomiast każdemu odradzała.

Kiedy film będzie jednak "dobry" do obejrzenia? Kiedy nie macie w planach kompletnie nic innego, a chcecie znaleźć jakiś zapychacz czasu. Ekranizacja jest dobrym pomysłem na zanudzenie sobie jeszcze bardziej popołudnia. Tylko ostrzegam. Zróbcie sobie jakąś dobrą kawę/herbatę, kupcie jedzonko i na pewno nie zapomnijcie o telefonie, który umili wam czas. Sama z niego korzystałam w najnudniejszych chwilach (tak, nawet moje sudoku było ciekawsze od tego filmu, polecam). Czy gdybym miała go obejrzeć jeszcze raz, zabrałabym się za to? Prawdopodobnie nie? Wolałabym obejrzeć kilka odcinków Friends lub innego serialu/filmu. Mam jednak nadzieję, że przez tę ekranizację nie rozpoczęłam złej passy i następną produkcją, którą obejrzę będę się zachwycała i wam ją polecę.
0

Rebecca Ross — Narodziny Królowej

środa, 10 lipca 2019



Jak mam cię zapamiętać? Jako kroplę lata wiecznego czy kruchość kwiecia wiosennego? Porywający ogień jesieni czy mróz najdłuższej z zimowych nocy? Nie, nic z tych rzeczy, bo wszystkie przeminą, a ja i ty, choć rozdzieleni morzem i lądem, nigdy nie zblakniemy.


   Pragnę zauważyć, że ta powieść z początku wcale nie miała się znaleźć w mojej kolekcji. Wybrałam ją, ponieważ na Taniej Książce trwała promocja na trzy książki w cenie jednej, a ona jako jedna z nielicznych w miarę mi pasowała. Również sam tytuł był dość chwytliwy. Nie ukrywam, że to była jedna z moich najlepszych lektur w tym roku.

   Pasja to jeden z największych darów, jakie można otrzymać. Czasem jednak trzeba poszukać nieco głębiej i zanurzyć się w świat, o jakim dotąd nam się nie śniło.
    Valenia jest niezwykłym królestwem, w którym ponadprzeciętne jednostki mogą łatwo wybić się i zaistnieć w świecie. Brienna niestety w żaden sposób nie czuje się ani niezwykła, ani nawet ponadprzeciętna. Dziadek wysyła ją do prestiżowej szkoły, gdzie ma się skupić na rozwijaniu swojej przyszłej pasji.
    


   Tymczasem okazuje się, że dziewczyna nie jest zainteresowana żadną możliwością i szybko uznaje, że do niczego się nie nadaje. Mimo że osiąga względnie dobre wyniki, nie wybiera swojej pasji. W związku z tym nie zdobywa też patrona, który miał pomagać jej rozwijać umiejętności i kształtować je w odpowiednim kierunku. Wydawać by się mogło, że zdecydowanie jest z nią coś nie tak, jednak niespodziewanie pojawia się tajemniczy opiekun, który postanawia wziąć ją pod swoje skrzydła. Czy Brienna staje właśnie przed jedyną w swoim życiu szansą na lepszy rozwój? Do jakich rzeczy będzie musiała się posunąć, by osiągnąć sukces?


[opis wydawnictwa]

   O czym na początek warto wspomnieć- książkę bardzo łatwo się czytało. Mimo, że akcja dzieje się gdzieś w XVI wieku, autorka nie dała zbytnio tego odczuć; przynajmniej nie mi. Opis Magnalii i pasji, które studiują utalentowane dziewczęta mnie urzekł, szczególnie, że jedną z nich była wiedza, coś, co od razu wiedziałam, że będzie to mój, jak i bohaterki kierunek. Mimo jej długiej wędrówki i prób odszukania miejsca, w którym mogłaby się odnaleźć, wreszcie dała radę, czego serdecznie gratuluję, zmarnowałaś cztery lata!

   Fabuła jest chwytliwa i wciągająca, co w ostatnim czasie nieczęsto mi się zdarza. Przyznam, że całość przeczytałam w jedną noc. Może jedynie mam kilka zastrzeżeń co do głównej bohaterki. Piękna dziewczyna, która ma zbawić inną krainę i oczywiście jest nieomylna w swoich planach i działaniach.

   Postacie, które uwielbiałam? Castier! To osoba, która przypadła mi do gustu od samego początku! Towarzyszył Briennie od pierwszych stron i okazywał troskę, mimo zakazów panujących w szkole. Tajemnicza mgła, jaką był owiany jeszcze bardziej mnie do niego ciągnęła. Cieszę się z zakończenia, które przypadło jego postaci. 

   Ktoś, kogo nie lubiłam? Wdowa i Ciri, mimo, że obie były miłe, jakoś nie pasowały mi przyjazne postacie do takich imion. Obie pojawiały się rzadko, lecz dalej niezbyt za nimi przepadałam. Wdowa z początku była tajemniczą osobą i taką pozostała do końca książki, choć było wokół niej sporo zamieszania! Ciri natomiast jak dla mnie została wyrzeźbiona na dziewczynę, która zawsze chce być najlepsza i najmądrzejsza.

   Wadą były też dla mnie drzewa genealogiczne umieszczone na początku książki- postacie ukrywały się pod fałszywymi nazwiskami i imionami, ale łatwo dało się je odkryć, jeśli znało się ich ród.

   Podsumowując- naprawdę podobała mi się ta książka! Zdecydowanie obecnie jedna z moich ulubionych. Fabuła i (większość) postaci podpasowały mi idealnie i byłam... zawiedziona, że tak szybko minęło tych kilka godzin z Brienną. I mimo, że trafiła do mnie przypadkiem, jestem pewna, że od razu jak będę mogła sięgnę po kolejną część.
3

OtherLife

niedziela, 7 lipca 2019



Przeglądając Netflixa w poszukiwaniu czegoś na pierwszy od dawna, wolny sobotni wieczór natrafiłam na OtherLife. Po opisie film wydawał się ciekawy, opinie użytkowników również były w większości pozytywne - więc postanowiłam dać mu szansę. I nie żałuję. 

Film opowiada o młodej wynalazczyni - Ren Amari (Jessica de Gouw), która potrafi ingerować w ludzki umysł. Kreuje wirtualną rzeczywistość, zmienia przestrzeń oraz poczucie upływającego czasu. Prowadzi firmę razem z Samem (T.J. Power), który ma nieco inne plany co do ich projektu - niekoniecznie etyczne. Kobieta swoim patentem próbuje wybudzić brata ze śpiączki. Jednak jak wiadomo ingerencja człowieka nie zawsze kończy się dobrze, także tym razem nie obejdzie się bez komplikacji. 

Muszę przyznać, że ze wszystkich aktorów, którzy zagrali w owym tytule znana jest mi jedynie Jessica de Gouw, ze względu na gościnny udział w serialu Arrow. Pozostali są mi kompletnie obcy, co nie oznacza, że ich gra aktorska była kiepska - a wręcz przeciwnie, zagrali dobrze. Umieli oddać emocje towarzyszące bohaterom podczas różnych sytuacji. 


OtherLife jest australijską produkcją z 2017 roku. Za reżyserię odpowiada Ben C. Lucas, który na swoim koncie oprócz owego tytułu, ma jeszcze dwie inne produkcje, którym chętnie się przyjrzę, ponieważ recenzowany przeze mnie film był naprawdę dobry. Przeglądając informacje o scenarzystach byłam trochę zaskoczona, ponieważ były to w większości osoby, które ostatnio przy scenariuszu pracowały w latach 90 - ale mimo to świetnie się spisali. W Internecie dowiedziałam się, że film został nakręcony na podstawie książki Solitaire autorstwa Kelley Eskridge.

Film uznaje, za warty obejrzenia przede wszystkim ze względu na fabułę. Niespodziewane i zaskakujące zwroty akcji oraz ciekawy pomysł na kreowanie wirtualnej rzeczywistości, nowoczesna technologia. Pokazanie, że każdy jest więźniem swojego umysłu i tylko od nas zależy czy się wydostaniemy, czy jesteśmy otwarci na inne możliwości. Bywały na początku momenty, w których się gubiłam, ze względu na przeskoki między scenami, których chyba w 100% nie zrozumiałam. Były to przeskoki między ciągłymi wydarzeniami a jakby wywiadem/przesłuchaniem głównej bohaterki? Trochę zbędne jak dla mnie, ale dało się je znieść. Soundtrack w owej produkcji przypadł mi do gustu. Klimatyczna muzyka, idealnie była dobrana do toczącej się akcji. Jed Palmer wykonał kawał dobrej roboty! 

Jeżeli lubicie sci-fiction gorąco polecam zapoznać się z owym filmem. Nie jest to gatunek po, który sięgam często, ale bardzo przypadł mi do gustu. Uważam, że warto dać mu szansę, na sobotnie wieczory jest idealny. 
0

Alicja Wlazło — Mrok

środa, 3 lipca 2019


Autor: Alicja Wlazło
Cykl: Zaprzysiężeni (tom 1)
Wydawnictwo: Genius Creations 
Data wydania: 8 marca 2018
Kategoria: fantastyka
Liczba stron: 414







– Nie to chciałam powiedzieć! Wiem, że jesteś groźny, ale… – Przygryzłam mocno wargę.
– Ale?
Pochylił się i spojrzał mi głęboko w oczy. Zatraciłam się w nich, wypowiadając prawdę.
– Ale przy tobie czuję się bezpieczna. 


Muszę przyznać, że jest to pierwsza - od ładnych kilku lat, książka polskiego autora jaką przeczytałam. Pewnie nie trafiłaby na moją półkę, gdyby nie poleciła mi jej Ola z Demonicznych Książek. Na początku byłam strasznie niechętna, miałam spory uraz do polskiej literatury. Gdy długo nie mogłam znaleźć czegoś ciekawego dla siebie, zerknęłam na owy tytuł i zdecydowałam się dać mu szansę. I przyznaję, że nie żałuję. 

Nadchodzi mrok i nikt się przed nim nie ukryje!
Laureen miała wszystko, czego tylko mogła zapragnąć: kochającą rodzinę, wymarzoną pracę i wspaniałą przyszłość. Miała, do chwili kiedy w jej życiu pojawił się tajemniczy Sigarr. W mgnieniu oka otaczający ją perfekcyjnie uporządkowany świat wypełnił chaos.
Potępieni i Zaprzysiężeni toczą od tysiącleci brutalną wojnę. Laureen ma w niej do odegrania kluczową rolę, ale musi stanąć do walki o wszystko co kocha.
Czy znajdzie w sobie dość odwagi?


                                                                                             [opis wydawnictwa]


Na początku po przeczytaniu opisu nie oczekiwałam po książce zbyt wiele. Spodziewałam się raczej kolejnej typowej powieści fantastycznej, powielanego schematu. Strasznie się bałam zaczynać ją, w obawie, że jeszcze bardziej zniechęcę się do polskiej literatury. Mrok przeleżał trochę na mojej półce, wędrował po znajomych i rodzinie, aż w końcu stwierdziłam, że przyszedł jego czas. Już pierwsze strony mnie zaskoczyły, podoba mi się, że autorka stopniowo wprowadza nas w ten świat, że nie od razu zasypuje nas masą informacji o Zaprzysiężonych. Powieść fascynowała z każdą kolejną przewróconą kartką. Niestety w między czasie czytałam kilka innych tytułów, więc skończenie jej trochę mi zajęło. 

Główną bohaterką jest Laureen, młoda fotografka. Jej życie jest spokojne i poukładane, można wręcz powiedzieć idealne. Ma córkę oraz szykuje się do ślubu z ukochanym. Jednak ta harmonia nie trwa długo, pewnego dnia rodzina kobiety ginie podczas napadu na bank, a życie Laureen wywraca się do góry nogami, a tajemniczy Sigarr, który pojawia się w jej życiu wcale nie ułatwia jej zadania. Autorka bardzo dobrze oddała uczucia, które towarzyszyły kobiecie po utracie bliskich. Najbardziej podobał mi się wątek z przemianą Laureen, jestem ciekawa jak jej charakter rozwinie się w następnej części. Bardzo ją polubiłam i myślę, że stanie się jedno z moich ulubionych książkowych postaci. 

Jeśli już jesteśmy przy bohaterach to oczywiście muszę wspomnieć o tych, którzy irytowali mnie w tej książce! Nie mogę tutaj nie wymienić przyjaciółki Laureen - Tessy  - na pierwszym miejscu. Jak na początku wydawała się tajemniczą i interesującą postacią, tak w dalszej części strasznie działała na nerwy. Z czasem stałam się wobec niej strasznie podejrzliwa; dalej jestem przekonana, że coś ukrywa! Także jej opiekuńczość wobec Laureen i niektóre jej zagrywki... Ugh! Drugą postacią, za którą nie będę tęsknić jest Ladysław, pseudo dowódca, który nie lubi gdy ktoś mu się przeciwstawia. Jego zachowanie w pewnym momencie zahacza o hipokryzję. 

Jeśli chodzi o sam pomysł na fabułę to jest naprawdę intrygujący. Autorka świetnie sobie poradziła z opisami magii, portali itp. Świat Zaprzysiężonych i Potępionych bardzo szybko wciąga i powoduje jednocześnie pewien niedosyt. Bardzo chciałabym się więcej dowiedzieć o innych rasach i światach. Mam cichą nadzieję, że w kolejnych częściach owy świat zostanie przedstawiony nam z szerszej perspektywy, pozwoli jeszcze bardziej się w niego wciągnąć. 

Bardzo podoba mi się zmiana perspektyw, urozmaica powieść i pozwala poznać punkt widzenia pozostałych bohaterów. Również plusy dla autorki za wtrącenie historii pobocznych postaci, dzięki czemu możemy z czasem lepiej ich poznać. Na nudę w owej powieści narzekać nie można - zwroty akcji, sceny walki były bardzo dobrze opisane, można się w nie wczuć, sprawiły, że książka intrygowała jeszcze bardziej. Jedyne co mi nie pasowało to wplecione scenki erotyczne, szczególnie ta z samego początku.

Czy polecam tę książkę? Owszem! Jest bardzo dobrze napisana, z ciekawą fabułą i świetnymi postaciami! Fanom fantastyki na pewno się spodoba! Chyba czas najwyższy dać szansę polskim autorom. Myślę, że sama jeszcze kiedyś wrócę do owego tytułu, zwłaszcza, że niedługo wychodzi nowe wydanie pierwszej części oraz tom drugi! 
5

Dreamgirls (2006)

środa, 26 czerwca 2019





Listen, I am alone at a crossroads
I`m not at home, in my own home.


Czerwiec zdecydowanie był dla mnie miesiącem musicalu. Najpierw recenzja Pilotów, czyli cudownego spektaklu, a teraz postanowiłam zabrać się za film muzyczny. Uważam, że Dreamgirls można już nazwać klasykiem swojego gatunku. Nie jest to może stara produkcja, ale na pewno kultowa i każdy fan musicalu ją kojarzy. Stanowi adaptację filmową broadwayowskiego musicalu o dokładnie tym samym tytule z 1981 roku. Muszę przyznać, że odrobinę obawiałam się obejrzeć owy film, ponieważ zawsze mam takie myśli, że co jeśli mi się nie spodoba? W końcu to klasyk, podoba się wszystkim...a jeśli mi nie przypadnie do gustu? Na całe szczęście w połowie seansu upewniłam się, że nie muszę się o to bać. 

Dreamgirls opowiada historię trzech ciemnoskórych wokalistek z Detroit. Effie (Jennifer Hudson), Lorrell (Anika Noni Rose) i Deeny (Beyonce Knowles) to młode kobiety z ogromnym talentem, który próbują pokazywać przed publicznością. Niestety, na samym początku przychodzi im to z trudem. Jednak w pewnym momencie zauważa je producent Curtis Taylor Jr. (Jamie Foxx). Dzięki niemu dziewczynom udało się zaistnieć w chórkach Jamesa Early`ego. Początkujący zespół The Dreamettes przekształcił się w Dreams i otrzymał swoje "pięć minut" na scenie, kreując swoją muzykę na bardziej popową. Oczywiście, nie jest to takie piękne i łatwe jak wygląda. Pojawiły się kłótnie i przekręty. 

Inspiracją dla fikcyjnego zespołu The Dreams była działająca w latach 60 i 70-tych afroamerykańska żeńska grupa The Supremes, znana z takich przebojów jak; Stop! In the Name of Love, Come See about Me i Baby Love. Został rozwiązany w 1977 roku ze względu na solową karierę głównej wokalistki. 

Piosenki z musicalu znałam o wiele wcześniej, dlatego przez większość filmu oczekiwałam najbardziej utworu Listen, gdyż uwielbiam w nim głos Beyonce. Uważam, że jest to jeden z jej najlepszych singli muzycznych. Większość kawałków znałam również z serialu Glee, gdzie wspaniała Amber Riley idealnie dawała sobie radę z utworami Jennifer Hudson. Nic dziwnego, że w późniejszym czasie zagrała rolę Effie na londyńskim West Endzie. Przyznaję, teksty piosenek i brzmienia artystów (które są wręcz niesamowite i niewiarygodne. Uwielbiam takie silne, kobiece głosy, po prostu cudo.) wywarły na mnie ogromne wrażenie. Nie sądziłam, że tak bardzo wczuję się w film i co chwilę będą przechodziły mnie ciarki, gdy aktorzy zaczynali śpiewać. 

Oczywiście, film obejrzałam przede wszystkim dla wspaniałej Beyonce, która jest moją inspiracją i ubóstwiam jej niepowtarzalny głos. Reżyser nie mógł wybrać lepszej aktorki, która wcieliłaby się idealnie w rolę solistki i diwy. Beyonce się udało. Zaskoczyła mnie również Jennifer Hudson, której wcześniej nie kojarzyłam. Nazwisko na pewno obiło mi się o uszy, jednak nie mogłam go przyporządkować do jakiegokolwiek filmu. Po obejrzeniu Dreamgirls muszę powiedzieć, że żałuję, iż wcześniej o niej nie pamiętałam/nie słyszałam. Ta dziewczyna ma naprawdę głos warty uwagi. 

Mam ogromnego farty do filmów, w ostatnim czasie nie trafiłam na gniota i mam nadzieję, że szybko to się nie stanie. Dlatego z czystym sumieniem mogę polecić Dreamgirls. Film na pewno nie da o sobie łatwo i szybko zapomnieć, a może artystki będę pojawiały się również w waszych snach, aby zaśpiewać wam jakąś cudowną piosenkę? 
1

Copyright © Szablon wykonany przez My pastel life